PODRÓŻE

ROZDZIAŁ 1: Tatrzański Park Narodowy, Morskie Oko i Dolina Kościeliska, Polska

Pomimo tego, że dorastałam w pobliżu Parku Narodowego Gór Stołowych TA, wycieczka była moją pierwszą wycieczką (nazwijmy to) w „prawdziwe” góry. Kuba i ja wybraliśmy się tam pod koniec listopada zeszłego roku, ponieważ pogoda chwilowo bardziej przypominała późne lato aniżeli wczesną zimę. Ale, ale… nasza krótka dwudniowa wyprawa zasypała nas mieszanką słońca, ciepła, wiatru, śniegu, zimna i lodu. Innymi słowy – doświadczyliśmy prawdziwej górskiej wycieczki!

Tatrzański Park Narodowy i Morskie Oko

W Polsce mamy 23 parki narodowe a Tatrzański jest jednym z największych (i dopiero trzeci, który odwiedziłam). Około 70% parku to lasy oraz kosodrzewina. Resztę natomiast tworzą skały, wody i murawa wysokogórska. Sam park oferuje różne możliwości dla osób chcących spędzić w nim aktywnie czas. Jest tam sześć jaskiń, osiem schronisk oraz niemalże 300 km szlaków o różnej trudności, a niektóre z nich oferują pomoc m.in. w formie łańcuchów aby nieco ułatwić wędrówkę. W parku można się również natknąć na ptaki i zwierzęta takie jak: orzeł przedni, ryś czy niedźwiedź brunatny. My niestety nie spotkaliśmy żadnych.

Weszliśmy do parku aby dotrzeć do Morskiego Oka – największego i jednego z najbardziej popularnych jezior w Tatrach. Podobno legenda głosi, że nazwa „Morskie Oko” wzięła się z przekonania, iż jezioro to miało
podziemne połączenie z Morzem Adriatyckim. Do parkingu pod wejściem do Parku dojechaliśmy busem z Zakopanego (koszt: 10zł). Dojazd zajął około pół godziny, a ponieważ pogoda była słoneczna z czystym błękitnym niebem, podczas jazdy mieliśmy okazję podziwiać cudne widoki gór. Po wejściu do Parku (koszt: 5zł) do przejścia zostało nam około 9-10 kilometrów.

PORADA – Jeśli chcesz sprawdzić ile masz mięśni w nogach polecam tą wyprawę. Mimo tego, że ćwiczę w domu kilka razy w tygodniu i niemal wszędzie jeżdzę rowerem to ledwo mogłam chodzić przez kolejne dwa dni. Ale lubię zakwasy – to oznaka dobrego treningu, nieprawdaż? 😉

Idąc do Morskiego Oka można albo iść cały czas drogą albo pójść wyznaczonymi „szlakami-skrótami”, które są dostępne co kilka kilometrów. Można jeszcze skorzystać z powozów (lub sań w zimie) ciągniętych przez konie ale jestem temu bardzo przeciwna. Było już wiele przypadków kiedy konie padały ze zmęczenia czy nawet umierały (!). Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy jadąc na wycieczkę w góry wożą tyłki zamiast iść. Szczyt idiotyzmu… Ostatnio czytałam artykuł o chłopcu, który wybrał się z rodzicami do Morskiego Oka i pokonał drogę na wózku inwalidzkim. Można? Można. Leniwi turyści powinni się wstydzić, a najlepiej zostać w domu i obejrzeć National Geographic.

Droga do jeziora otoczona jest drzewami, które w niektórych miejscach wyglądają niczym drzewne cmentarze – pnie są słabe, suche i połamane. Czytałam, że jest tam duży problem z insektami zwanymi kornikami tokarzami. Nie wszystkie zniszczone drzewa są usuwane, ponieważ jak się okazuje las ich potrzebuje bo m.in. wspierają one ekosystem i oferują cień w gorące dni.

Na poniższych zdjęciach można zobaczyć jak pogoda zmieniała się na przestrzeni kilku godzin. Fajnie było doświadczyć zarówno słońca jak i mgły, która dodawała krajobrazowi swego rodzaju mistyki. Można było się przez chwilę poczuć jak w filmie Blair Witch Project.

Nigdy nie wyruszam w podróż bez emaliowanego kubka, zwłaszcza jeśli są na nim Muminki!

***

Dolina Kościeliska

Jest to jedna z najbardziej lubianych oraz najchętniej odwiedzanych dolin w tatrach. Oferuje ona 5 jaskiń, jezioro, schronisko i wiele szlaków. Wybraliśmy się tam drugiego (i zarazem ostatniego) dnia naszej mini wycieczki. Autobus do domu wyjeżdżał z Zakopanego wieczorem więc około południa złapaliśmy busa do Kościeliska i po około 15 minutach byliśmy na miejscu i… pogoda zaczęła się pogarszać. Zamierzaliśmy przejść cały szlak, natomiast z racji tego, że nie mieliśmy zbyt dużo czasu, przeszliśmy jakieś 3/4 drogi i zawróciliśmy. Chcieliśmy jeszcze się trochę osuszyć i wypić kawę przed drogą powrotną do domu. „Spacer” do Dolinie zajał nam łącznie jakieś 3-4 godziny.

Zdjęcia, które zrobiłam swoim praktycznie zamarzniętym telefonem sprawiają wrażenie jakby były namalowane. Śnieg nieubłaganie zasypujący nam oczy sprawił, że zdjęcia otrzymały darmowy „filtr” i według mnie prezentuja się całkiem zacnie 😉

Śnieg stał się malarzem, więc ja stałam się podziwiającym fotografem:

Do zobaczenia na następnych stronach,

K.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *